środa, 24 sierpnia 2016

Krystyna Pawłowicz o "kobiecości" innych pań


Pani Profesor Krystyna Pawłowicz zablokowała mnie na FB! Nie mogę skomentować Jej prawd objawionych (wypowiedziała się o kobiecości mistrzyń sportu, wpis na zdjęciu) . Zrobię to więc u siebie. 

Zrobię to więc u siebie. Tym razem zaatakowała sportowców, do do których płci są wątpliwości. Droga Pani Profesor. Jasne, że kobiety powinny rywalizować z kobietami, a mężczyźni z mężczyznami. Rozumiem, że PiS ma na drugie imię spisek, że Komisję Wenecką i senatorów, a nawet prezydenta USA macie za nic. Teraz na ruszcie Pani Poseł jest biegaczka Caster Semeya (do wspomnianej przez Panią Profesor Sereny Williams nie będę nawiązywał. Gdyby Pani Poseł od dziecka trenowała po kilka godzin dziennie, to może miałaby pojęcie o mięśniach, które rosną siłą rzeczy). 

Wychodzi też na to, że za nic macie dziesiątki lekarzy, którzy wiele lat temu, w wyniku badań, dopuścili ją do startowania z kobietami. O płci Semey'i głośno było już wiele lat temu. Zdaje się, że w 2009 roku na 12 miesięcy zniknęła z tras biegowych. Przez ten czas poddawana była testom medycznym i badaniom, które jednoznacznie odpowiedziały na pytanie o płeć. Semeya jest kobietą! No chyba, że cała afera i niechęć Pani Poseł do niej wynika z tego, że Semeya jest lesbijką  i (oficjalnie) ma żonę? Idąc dalej tym tokiem rozumowania. Lesbijka/Gej nie może być sportowcem? Brawo! Zamknijmy bramy Igrzysk dla osób homoseksualnych!

Przypominam, że w przeszłości polskie biegaczki Ewa Kłobukowska i (nieżyjąca już) Stanisława Walasiewicz także padały ofiarami takich pomówień. Walasiewicz i Kłobukowska były mistrzyniami olimpiskimi, zdobywały dla Polski medale. I wtedy wszystko było dobrze, tak? 

Ale mimo to, żyjącej do dziś, Kłobukowskiej osoby takie jak Pani, mielące językiem bzdury na prawo i lewo zniszczyły życie. Załamała się, przedwcześnie zakończyła karierę, poddała się, nigdy nie wróciła do sportu i żyje w zapomnieniu. 

Wstydu Pani nie ma Pani Poseł i nie zna Pani historii własnego kraju. A Pani partia najwyraźniej chce sobie przyznać prawo do oceniania już nie tylko o tym co jest orzeczeniem TK, a co nie. nie tylko do mówienia, który film jest dobry, a który zły, ale też o płci sportowców! Śmieszno czy straszno?

Natomiast jeśli chodzi o blokowanie  tych z innymi poglądami. Nie pochwalam tego, ale Panią Poseł jakoś tam rozumiem. Jeśli nie da się obronić swoich poronionych tez to blokuje się tych, którzy mają odwagę je podważyć. A blokując dyskutantów, blokuje się też dyskusję. W świecie Pani Profesor nie ma miejsca ani na dyskusję, ani na wątpliwości.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

W przyszłości: GEJE W POLSCE ARESZTOWANI! ZDANIEM WŁADZ PROPAGOWALI DEWIACJE!

"Związki partnerskie i małżeństwa jednopłciowe. Kiedy przyjdzie czas na Polskę?"  
Takie pytanie na Twitterze rzucili autorzy audycji Lepiej Późno Niż Wcale nadawanej w Tok FM.  
Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź. Wywołany do tablicy poczuł się poseł PiS Stanisław Pięta. Napisał:
"Nigdy. Nawoływanie do aborcji, eutanazji i propagowanie dewiacji będzie karalne"  
Niemal jednocześnie przyszły mi do głowy dwie myśli. Humorystyczna i niekoniecznie zabawna.  Najpierw humorystyczna. 
Napisałem trzy gejowskie powieści. Jedna nawet ma "Geja" w tytule. Czy to już propagowanie dewiacji? Interpretacja może być różna, ale raczej nie ma wątpliwości jak zakwalifikuje tę książkę niezależna prokuratura.  I co wtedy? Milcke, Melchior, Witkowski, Szczygielski i inni zostaną kolegami z celi! (w tym momencie apeluję, o powściągniecie wszelakich niemoralnych - szerzących dewiacje- fantazji! Przecież nie wiadomo jak odczytają je śledczy. Nie wiadomo czy nie lustrują już naszych umysłów). Oczami wyobraźni widzę, też te żółte i czerwone paski w telewizjach informacyjnych i nagłówki światowej prasy:  GEJE W POLSCE ARESZTOWANI! ZDANIEM WŁADZ PROPAGOWALI DEWIACJE! TVP Info oczywiście relacjonuje procesy na żywo. Dostajemy jakieś wyroki, a wokół naszych książek rozpętuje się prawdziwe szaleństwo! W Polsce trafiają do podziemia, istnego drugiego obiegu. A i za granicą wszyscy chcą je mieć. W trzy miesiące "Gej w wielkim mieście", "Chyba strzelę focha!" i "Różowe Kartoteki" wychodzą w Hiszpanii, Belgii, Indonezji, Nowej Zelandii oraz w Botswanie i kilkudziesięciu innych krajach. W Hollywood dochodzi do rękoczynów. Twórcy biją się o prawa do ekranizacji zakazanych nad Wisłą książek. Wkrótce w Polsce zmienia się władza, wyroki zostają anulowane, dostajemy odszkodowania, wychodzimy, zaglądamy na konta, a tam sumy przyprawiające nas o zawał serca. Dla takiego scenariusza wytrzymam nawet (niezbyt dotkliwą) karę wymierzoną przez posła Piętę. 
A teraz scenariusz, któremu daleko do zabawnego. Niestety dużo bardziej realny. 
Parę dni temu "Wiadomości" TVP pokazały materiał o właścicielu łódzkiej drukarni, który odmówił podjęcia współpracy z organizacją LGBT argumentując, że nie zrobi materiałów tylko z tego powodu, że miały wspierać walkę o prawa mniejszości. W sprawę włączyli się (z jednej strony), Rzecznik Praw Obywatelskich i (z drugiej) Minister Sprawiedliwości. A "Wiadomości" podały, że pan drukarz obawia się o bezpieczeństwo swoje, swojej rodziny i swojego biznesu. Już widzę te hordy agresywnych, zamaskowanych uzbrojonych po zęby - w kije baseballowe, meczety, kastety, paralizatory, gazy łzawiące -gejów i lesbijek, którzy szturmują i równają z ziemią drukarnie przestraszonego mężczyzny. A poważnie. Zaświeciła mi się w głowie czerwona lampka. Pomyślałem, że taki materiał to nie przypadek. Właściwie byłem przekonany, że to badanie gruntu przed otwarciem kolejnego wojennego frontu lub wręcz jego dyskretne otwarcie. Z mniejszościami. I dziś, po wpisie posła, jestem tego pewien. My, geje lada chwila dołączymy do listy wrogów władzy. To oczywiste, że trzeba będzie czymś przykryć brak kasy na 500+. Zostaniemy oskarżeni o wyimaginowane zakłócanie porządku publicznego i spotkają na za to kary. Tak będzie! Pięta to powiedział! Potwierdził moje przeczucia sprzed kilku dni!
Kiedyś napisałem na blogu o tym, że niektórzy - zmęczeni rzeczywistością - geje w ostatnich wyborach prezydenckich poparli kandydata Dudę. Ja oddałem głos nieważny i nawet nie wiecie jak bardzo tego żałuję. Ale spokojnie, wyciągam wnioski i uczę się błędach. 

sobota, 9 lipca 2016

Lawa, którą palisz mnie






Blisko 20 lat temu, gdy byłem jeszcze dorastającym gejem w małym mieście usłyszałem w radiu piosenkę. Wokalistka śpiewała "jeszcze czuję twoich ramion żar/  nie rozumiem dokąd zaniósł wiar/ nasze marzenia". I to wszystko w rytm wpadającej w ucho melodii. Piosenka nazywała się "Spadające myśli", wykonywał ją debiutujący wówczas zespół Sixteen. Wspomniana piosenka stała oczywiście hitem. Podobnie jak kolejne: "Twoja Lawa" i "Obudź we mnie Wenus". Wszystkie te piosenki ukazały się na płycie "Lawa", ja miałem kasetę, bo płyty CD były wtedy koszmarnie drogie. Pokochałem ją swoim nastoletnim sercem :) Za te lekkie melodie, za proste teksty, za taką ogólną zwiewność tych piosenek. Zespół reprezentował Polskę nawet na Eurowizji. I gdy już mówiło się o drugiej płycie zmarł lider, miał nieco ponad 30 lat. I wszystko się rypło. Zespół rozpadł się na dwa twory, ale żadnemu z nich nie udało się osobno powtórzyć sukces Sixteen. Nawet nie wiem kiedy mój egzemplarz "Lawy" przepadł. Chciałem kupić nową, już na CD, ale nakład się skończył i nikt więcej nie wydał "Lawy", a album stał się białym krukiem, który na allegro kosztuje nawet 130 zł! Piosenki z tej płyty hulały i hulają na radiowych antenach, a ja słuchałem ściągniętej z sieci płyty. Marząc o oryginalnej. Przez ten czas doceniłem tę płytę jeszcze bardziej, tam nie ma złej piosenki. Ani jednej. Dziś już nikt nie pisze piosenek w ten sposób. Dziś nie trzeba umieć ani komponować, ani pisać, ani śpiewać by być w radiu. Na "Lawie" wszystko jest - może chwilami naiwne - ale szczere. Ten tydzień w stosunkach moich i "Lawy" okazał się przełomowy. Znalazłem ją za 35 zł! Ktoś ewidentnie nie wiedział co sprzedaje i mam ją! I się strasznie jaram! Powie ktoś, że to głupie, że poświęcam temu post na blogu, ale wreszie "Lawa" jest tam gdzie powinna być! i słucham sobie: "Dobrze wiesz, życie różną układa treść. Świat nie kończ się dziś". I strasznie żałuję, że grupa tak zdolnych ludzi nie potrafiła się dogadać, a ich drogi się rozeszły. Na szczęście została "Lawa" :)




poniedziałek, 30 maja 2016

List do księży Diecezji Kieleckiej

Drodzy Księża Diecezji Kieleckiej

Miło, że duszpasterze Diecezji Kieleckiej postanowili włączyć się w obchody Dnia Dziecka. Wielki Festyn i Marsz z tej okazji to wielka rzecz!

I to by było na tyle z miłych rzeczy.

Szkoda, że w Dzień Dziecka został wmieszany homoseksualizm i homoseksualiści. Ta decyzja dziwi tym bardziej, że dziecko nie ma ani orientacji seksualne, ani seksualnych preferencji. Dziecko w ogóle nie powinno być elementem rozmów, rozważań i dysput okołoseksualnych. Nie i już. Dziecko jest i ma być daleko od wszelkiej seksualności. Bo inaczej mamy do czynienia ze słowem na p. I wcale nie jest to słowo pedał...

Tymczasem Panowie nie tylko udostępniliście dzieciom, wydane przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi,  treści naładowane seksualnie, ale też kompletnie wypaczone, przedstawione w okrutnie krzywym zwierciadle, kłamliwe, obrzydliwe, szerzące mowę nienawiści i hejt. Wszystkie te pojęcia powinny być obce zarówno pracownikom Kościoła Katolickiego jak i chrześcijanom. Niejeden dorosły zapewne by się zaczerwienił. A co dopiero dzieci, które z okazji Dnia Dziecka mogły z Panów ulotek DZIECI dowiadywały się, że "75 % homoseksualistów przyznaje, że liże lub wkłada język w odbyt partnera, przez co połykają dość duże, z medycznego punktu widzenia, ilości fekaliów. Ci, którzy jedzą czy nawet tarzają się w kale narażeni są na większe ryzyko". Ludzie kochani! Opisywanie technik seksualnych to lekturze dla dzieci?!?!!?!? Ja w obecności dzieci znajomych cedzę słowa, by nie powiedzieć "kurwa", mówienie o lizaniu odbytu nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy!!! Trzeba nie mieć rozumu, żeby o dzieciom dawać coś takiego do czytania! Po co dzieciom wiedza, że "tylko 24 % gejów  przyznało, że w ostatnim roku byli monogamiczni. 5 % monogamicznych piło mocz, 7 % praktykowało wkładanie pięści lub przedmiotów do odbytu, 33 % konsumowało fekalia poprzez kontakty analno-oralne, 53% połykało spermę." Dzieci naprawdę będą głupsze i gorzej przygotowane do życia bez tej wiedzy?! Naprawdę!?

A nawet jeśli ulotki były skierowane do dorosłych uczestników odbywającego się w tym samym czasie Marszu Życia i Rodziny to czy członek Kościoła, uczestnik tego Marszu naprawdę w czasie katolickiego spotkania chciał sobie poczytać o piciu moczu? Czy naprawdę prawego katolika interesuje co w łóżku robią geje?

Te ulotki są dużo bardziej ordynarne niż niejeden gejowski pornos. Umieliście krzyczeć, że pisma erotyczne należy chować w kioskach. Bo dzieci. Szkoda, że sami nie umieliście schować przed dziećmi treści, które gorszą zapewne także gejów.

niedziela, 28 lutego 2016

Nie będę bronił Lecha Wałęsy

Nie poszedłem wczoraj na marsz KOD. A właściwie poszedłem, tylko zawróciłem. Gdy tam dotarłem naocznie uświadomiłem sobie, że to jest manifestacja nie w obronie demokracji. Nie było tak jak poprzednio. Wczoraj był to marsz w obronie Lecha Wałęsy. Tylko. A ja nie chcę bronić Lecha Wałęsy. I wcale nie dlatego, że uważam iż był TW Bolkiem i należy mu się wieczne potępienie. A nawet jeśli był, trudno. Nie znam rzeczywistości lat '70, nie wiem co trzeba było podpisywać, żeby przetrwać, nie wiem z kim trzeba było gadać, żeby jakoś funkcjonować. Nie oceniam Wałęsy za tamte czasy. Oceni go historia. Mogę natomiast ocenić go za to co mówił o gejach zaledwie kilka lat temu. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 2013 roku był łaskaw powiedzieć w TVN24, że w Sejmie posłowie-geje powinni siedzieć w ostatniej ławie, "a nawet jeszcze za murem". Stwierdził też, że Parady Równości powinny się odbywać na obrzeżach miast, a mniejszość musi wiedzieć, że jest mniejszością i musi się do mniejszych rzeczy przystosować. A dwa dni później strzelił focha i stwierdził, że nie widzi powodu, żeby kogokolwiek za te słowa przepraszać. "W żadnym wypadku nikogo nie będę przepraszał"- powiedział.  No więc pani prezydencie, sorry. Nie było przeprosin, nie ma głosu poparcia. W żadnym wypadku!



 
Bo tego obrzydliwego pedała fajnie było poniżyć w telewizji, a teraz się chce, żeby każdy- nawet ten pedał - wyszedł na ulicę i aktywnie wspierał legendę? Ja bym się brzydził takiego poparcia. Odrzuciłbym je. Bardzo bym chciał Pana Wałęsę zapytać co on na to, że wczoraj w Warszawie i dziś w Gdańsku wspierali go geje? Ciekaw jestem czy by powiedział, że w żadnym wypadku sobie tego nie życzy i apeluje, żeby geje zostali w domach? Niech sobie Pan Robert Biedroń występuję w internacie i ogłasza, że jest Bolkiem, niech się z nim fotografuje, niech sobie wyjaśnia z prezydentem Wałęsą wszystko co chce. OK, gdy Wałęsa mówił to co mówił był wtedy jawnym posłem-gejem (śmiem twierdzić, że nie jedynym), mógł poczuć się adresatem tych skandalicznych słów, ale nie jest jedynym gejem w Polsce. A Wałęsa mówiąc o siedzeniu za murem wymierzył policzek nam wszystkim.



Nie będę więc bronił byłego prezydenta, ale też nie przyłączę się do chóru opętanych żądzą zmiany historii PiSowców. Będę jak Szwajcaria, neutralny. I jeszcze raz podkreślam. Nawet mój ambiwalentny stosunek do Lecha Wałęsy nie zmienia faktu iż uważam, że każde dokumenty należy najpierw zbadać, sprawdzić, a dopiero potem publikować. Pożądane byłoby dopisanie też jakiegoś komentarza, osadzenie sprawy w jakimś kontekście. Bo najżwawiej jest powiedzieć "pan jesteś agent". I dobrze, gdyby najpierw zobaczył je sam zainteresowany. Dopiero potem gawiedź.

środa, 17 lutego 2016

"Szafa Kiszczaków" based upon the novel by Mikołaj Milcke

Gdy pisałem "Różowe Kartoteki" sam siebie cenzurowałem. Sporo napisanych fragmentów wyrzuciłem do kosza bo wydawały mi się mało realne. Był w (bardzo, bardzo) pierwszej wersji, że oto Maryla - żona Dowanara - wchodzi w posiadanie pewnych materiałów i usiłuje je upłynnić na mieście. Za kasę. Napisałem to, przeczytałem i popukałem się z głowę. Wyrzuciłem ten fragment jeszcze na pisaniu konspektu. A tu proszę. Otwieram dziś Internet i dowiaduje się, że Maria Kiszczakowa nie dość, że weszła w posiadanie tego pomysłu to jeszcze prawie go zrealizowała. Kolejny raz okazało się, że życie pisze dużo śmielsze scenariusze niż autorzy, którzy boją się coś napisać, by nie narazić się na zarzut o odrealnienie fabuły.

Ale mimo to dzisiejsza historia z szafą Kiszczaka jest bardzo podobna do "Różowych Kartotek". Dostałem dziś maila z pytaniem pisząc "RK" miałem wiedzę na temat, wydarzeń z 16 i 17 lutego 2016 :) Fakt, pisząc książkę rozmawiałem przez telefon najpierw z panią Kiszczakową, potem z gen. Kiszczakiem, ale niestety wówczas nie poruszyłem kwestii zawartości ich szaf czy piwnic, ani nawet strychu. Usiłowałem podpytywać i o Hiacynta, ale też nic mi nie powiedzieli. Zasłonili się niepamięcią.

Wszystkie te wydarzenia sprawiają, że utwierdzam się w przekonaniu, że "RK" to ważna książka. Mówi o czymś, z czym zaczynamy się stykać. Mówi o dawnych tajemnicach, które zaczynają właśnie wychodzić. Mówi o czymś prawdziwym. Bo wydaje mi się, że takich teczek czy dokumentów będzie wychodzić coraz więcej. I mam nadzieję, że będziemy potrafili oddzielić ziarno od plew. Łatwo jest rzucić oskarżenie. Gorzej, gdy to okazuje się kłamstwem.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Teleranek wraca do TVP(iS)


W TVP najwyraźniej tęsknią do PRL lub wczesnych lat '90. Co chwila dobiega nas informacja, że oto prezes Jacek Kurski zamierza wskrzesić kolejne programy, które niegdyś święciły triumfy. Odkurzone mają zostać "Sonda", "Wielka Gra", "Pegaz" (choć wątpię, by było tam miejsce na wspomnienie o nowej książce Mikołaja Milcke), a dziś czytam, że także "Teleranek".  Gdy patrzy się na styl rządów partii rządzącej aż chce się powiedzieć, że odnawiają "Teleranek", żeby historia mogła zatoczyć koło i żeby TVP pewnego dnia mogła go nie nadać, wystąpi za to smutny pan z mundurze lub bez ("Obywatelki i obywatele")... I myśli tej towarzyszył niekłamany dreszcz...

Zastanawiam się jak ocenić zwrot TVP ku dawnym programom? Ludzie może i są sentymentalni i chętnie zobaczą znajome (oczywiście nieco odświeżone) czołówki i zerkną na jeden może dwa odcinki wznowionych audycji, ale co potem? Nie wyobrażam sobie, bym co tydzień o 9 włączał TVP1, by zobaczyć co tam w "Teleranku". Co więcej, nie mam pewności czy zrobi to pokolenie urodzone w okolicach 2005 roku. Wątpię. Kiedyś czekaliśmy na ten "Teleranek", bo nie mieliśmy w kablówce 20 kanałów z bajkami i audycjami dla dzieci.  By przyciągnąć młodego widza przed telewizor to będzie musiał być absolutny majstersztyk. Zastanawiam się także jakie będą - jeśli będą - nowe losy "Tik Taka" ("która godzina pyta rodzina")i "5-10-15" ("zaraz się zacznie, zaraz się zacznie"). Obywa programy uwielbiałem. W "5-10-15" nawet jako 12-letni smyk wystąpiłem! [TAK!!!! :)]. Nawet nie macie pojęcia jakim szpanem były słynne niebieskie naklejki-chmurki!!!! Czy atrakcją dla dzisiejszych dzieci byłby "Szortpress" i udział w telefonicznym teleturnieju "Czy wydra wygra?". Naprawdę nie wiem... Czy będę dużym złośliwcem, gdy napiszę, że tytuł "5-10-15" można być zmodyfikować "5-10-15-500 plus"?



No i "Szansa na Sukces"... Na nowe odcinki chętnie był popatrzył. Tyle się w polskiej muzyce wydarzyło od czasu, gdy zdecydowano o zdjęciu programu. Połączyłbym to jakoś z "The Voice". Zwycięzca "Szansy" miałby zapewniony udział w odcinkach life "Voice'a". A skoro wracamy do przełomu lat 80 i 90 domagam się kolejnego sezonu "W labiryncie" (pędzimy gdzieś na oślep wciąż, nie wiedząc którą wybrać z dróg").



I koniecznie "30 Ton". Było przynajmniej wiadomo co jest na topie :)